czwartek, 25 grudnia 2014

Rekonstrukcja a SCA w Polsce, cz.II


Temat który poruszyłem w poprzednim poście okazał się chwytliwy, a grunt był na tyle podatny, że postanowiłem go kontynuować.

Więc, założenie wydaje się proste, ale w praktyce (gdy sobie wyobraziłem proces transformacji Ruchu), temat jest niesamowicie ciężki. Jak odsiać reko od stylizacji?

Na pewno nie można przyjąć jednej prawdy czy zasady, która załatwi wszystko. Zbyt wiele jest wyjątków, zbyt wiele niedopowiedzeń, zbyt często nawet wykonanie dokładnej repliki zabytku okazuje się być na tyle trudne, że ciężko stwierdzić czy replika jest dokładna w 95% czy w 97%. Wszystko ze względu na brak kontekstu źródłowego albo kiepski stan zachowania zabytku. Albo oba.

Postanowiłem więc stworzyć proponowane zasady określenia stylizatora i rekonstruktora.
1. Baza wiedzy:
a) Kontekst: Ikonografia, rzeźby, nagrobki
b) Znaleziska archeologiczne i ich opisy, fotografie

Zarówno rekonstruktor i stylizator muszą mieć odpowiednią bazę wiedzy, aby zajmować się tym, czym się zajmuje. Wolność stylizatora polega na tym, że może swobodnie interpretować znaleziska i łączyć je ze sobą, realizować swoją własną wizję.

2. Rodzaj sprzętu
a) ubrania - tu jest najtrudniej mi się wydaje. myślę, że można założyć spokojnie, że ubranie które szyte jest metodami zgodnymi z epoką, wykonane z materiałów używanych w epoce (bez domieszek), z zachowaniem kroju i ilości/układu otworów/troczków w ubiorze, możemy mówić o rekonstrukcji, a wszystko inne jest po prostu stylizacją. Wstawianie podkrojów i współczesnych krawieckich zabiegów tam, gdzie ich nie było - i wkraczamy w stylizację. Wymiary są poza dyskusją.
b) uzbrojenie ochronne - zachowana średniowieczna estetyka i użytkowość, układ nitów, ilość folg, profil itp = rekonstrukcja. Przy kolczugach zachowana długość i pokrywanie się chronionych przez nią miejsc z tym co jest w danej epoce na ikonografii. Dokładność wymiarów jest pomijalna, bo sprzęt robiony był na konkretnego właściciela i robienie go dalej w ten sposób jest rekonstrukcją. Wariacje nt. uzbrojenia czy wymyślanie patentów których nie było, to stylizacja. Tak samo jeśli oryginał danej rękawicy klepsydrowej miał mankiet z jednego kawałka, a ktoś masz z dwóch (nitowane) to jest to stylizacja.


c) uzbrojenie zaczepne - sorry, krótka piłka. znalezisk jest dość. Rekonstrukcją są tylko maksymalnie dokładnie skopiowane wymiary zabytku. Wszystko inne to stylizacja.


3. Ile Stylizacji w Reko.
A więc, ile z tych punktów powinien spełniać rekonstruktor? Wszystkie, najlepiej. Ale myślę, że spełnianie 2/3 daje dalsze pole do rozwoju i podnoszenia poziomu. Ile Stylizator? Żadnego. I tu jest cała magia Stylizacji. Można robić co się chce i jak się chce, bez dorabiania do tego fałszywej ideologii. Stylizacja, SCA - moim zdaniem powinny przyjąć się na naszym niezamożnym, podatnym na kombinowanie i wymyślanie, gruncie.

Koda.
Wiadomą sprawą że kwestia interpretacji niektórych źródeł pozostaje indywidualna. Nie może być tak, że jakiś mądry pan na mądrym forum powie coś i jest to święte. Rekonstrukcja to często badania na poziomie pracy doktorskiej, którą w większości należy wykonać samemu. I, powiedzmy sobie szczerze, wielu osobom się nie chce jej wykonywać. I jednocześnie te osoby chcą się nazywać rekonstruktorami i generalnie łapać dziesięć srok za ogon. Moim zdaniem jest to niewykonalne i nazywanie siebie stylizatorem może im zwyczajnie ułatwić zadanie - po co sobie gmatwać jeszcze bardziej, gdy i tak próbuje się na siłę upraszczać?


wtorek, 23 grudnia 2014

Rekonstrukcja a SCA w Polsce.

Po ostatnich przygodach na facebooku naszły mnie pewne przemyślenia dotyczące podejścia, nazwijmy to, głównego nurtu dawnego RR. Otóż, wpadłem na pomysł jak pogodzić wilka i owcę tak, żeby jeden się najadł, a druga była cała. Gwoli ścisłości, garść definicji:
-Rekonstrukcja- jest to proces badawczy prowadzący do odtworzenia przedmiotu wywodzącego się z jakiejś kultury materialnej zgodnie z technologią wykonania oryginału (Lub proces najbardziej zbliżony - vide używanie współczesnych narzędzi, których nie wykluczamy).
-SCA, którą będę nazywał tutaj Stylizacją - słowo bardziej pasuje do naszego klimatu i myślę, że spokojnie się przyjmie.

Otóż, zauważam od lat ciekawą tendencję w Ruchu, mianowicie ciągłe ideologizowanie i tłumaczenie swoich prób rekonstrukcyjnych:
-A przecież mogło tak być i nie udowodnisz mi że nie było.
-Nie wszyscy musieli mieć kasę na konia/zdobienia na zbroi (a na hełm stricte konny już tak - vide piesi zbrojni w klappenvisierach albo hundsguglach.
-Muszę chronić kończyny bo lubię swoje palce
-W tym hełmie słabo widać!
-Oryginalnymi mieczami nie da się wygrywać turniejów.

To oczywiście tylko wybrane tłumaczenia. Problem polega na tym, że ludzie zrzeszeni w "Bractwach" w większości nie interesują się jak to wyglądało w rzeczywistości, a przede wszystkim - dlaczego to tak wyglądało, a nie inaczej, oni są zainteresowani tylko i wyłącznie stworzeniem swojego wyobrażenia na ten temat i - oczywiście - połechtania swojego ego.

Wydaje mi się, że znalazłem odpowiedź na nurtujące mnie zagadnienie. Zamiast wymyślać pokrętne wytłumaczenia, od których każdego rekonstruktora skręca ze śmiechu, wystarczy przyznać otwarcie, że to nie jest ani poprawne, ani historyczne, ani w sumie do niczego nie podobne. Kreatywnie przetworzone elementy uzbrojenia czy ciuchów to ani chybi stylizacja, w USA znana pod nazwą Society of Creative Anachronism.

I szczerze powiedziawszy, ja tych gości uwielbiam. Oni się nie przejmują detalami, korzystają ze źródeł, ale one służą im tylko za oparcie, pomysł, który tamtejsi płatnerze rozwijają sobie sami.

Przykład typowego podejścia stylizacyjnego w Polsce. Jakim cudem TO:






Jest chociaż trochę podobne do tego:



To tylko losowy przykład po wpisaniu w wyszukiwarkę odpowiedniego hasła. Jak to ma się do rekonstrukcji? Nijak. Ale przy zastosowaniu terminu STYLIZACJA, można odpuścić sobie bardzo wiele (drogie materiały, jak wełna i len) i pozwolić na jeszcze więcej (wymyślone elementy pancerza czy stroju które i tak funkcjonują na wielu imprezach, chociaż nigdy nie istniały lub istniały w innej formie) - bez fałszywie tworzonej wokół tego pseudohistorycznej i pseudopatriotycznej otoczki.
Prosto i czysto, z uczciwością wobec siebie samych (wewnątrz środowiska) i wobec ewentualnej publiki, której i tak generalnie nie obchodzi to, czy mamy zapinkę z Londynu czy z Lądka Zdrój, bo ich interesuje wypicie piwa i nażarcie się, a "rycerze" na takich "pokazach" są przyrównani do roli małpki w klatce albo zwykłych błaznów - najczęściej przy okazji wyglądają jak obdartusy.

Dosyć jadu na dziś, pozdrawiam Was ja,
Ogar Targowiska.


wtorek, 9 grudnia 2014

Problemy Tarczowe.

Od jakiegoś czasu zastanawiają mnie pewne cechy tarczy z podgrodzia w Szczecinie. Generalnie rzecz biorąc, znalezisko jest fantastyczne i nieźle opisane - jak na nasze realia muzealnicze. Tarczę opisuję ze względu na to, iż przymierzałem się do jej rekonstrukcji. Jednakże w tej chwili mam co do słuszności tego kroku poważne wątpliwości.

przerys tarczy z podgrodzia w szczecinie - skala poniżej jest nieprawidłowa.

Grubość znaleziska i struktura poszczególnych deszczułek oraz ogólny ich kształt sugeruje, że nie była to tarcza bojowa. Osobiście podejrzewam jej paradność, poza tym - miejsce znalezienia tarczy sugeruje, że zwyczajnie została wyrzucona. Czyżby nie spełniała swoich funkcji? Druga sprawa, to dwie środkowe deszczułki - łączone są idealnie pośrodku tarczy. Co sugeruje dalej, że albo tarcza miała więcej niż jedną płaszczyznę - była łamana - albo... właśnie. Nie służyła do walki. 

Toteż, poszedłem dalej i po paru rozmowach utwierdziłem się w przekonaniu, że owa tarcza po pierwsze średnio nadaje się dla mojej postaci, a po drugie gdybym zrekonstruował również kształt desek - byłaby zbyt delikatna, nawet na realia teorii jednorazowych tarcz (o tym innym razem).

W tej chwili szperam w źródłach na temat tarcz owalnych. Wydają się równie ciekawe, jeśli nie bardziej. Źródła poniżej:


   
trondheim


Marne próby przetłumaczenia tekstu dały mi pewien pogląd do czego mogła służyć. Jej konstrukcja również sugeruje, że była to tarcza stricte jeździecka, nastawiona w dodatku na wytrzymałość.
Idziemy dalej, źródła ikonograficzne:

drzwi gnieźnieńskie, kopalnia źródłowa na XII wiek. W dodatku nasze polskie!

Kształt tarcz co prawda migdałowy, ale przynajmniej jedna przypomina owal. Jest również kilka źródeł wcześniejszych na tarcze owalne, jak Situla Akwizgrańska: 


Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem. Kwestia zapewne przemyślenia, a zawsze jak się zrobi, to na pewno nie jedną sztukę i nie w jednym typie...

poniedziałek, 24 listopada 2014

Ćwiczenie I - puklerz.

Dawno nic nie wrzucałem tutaj ze względu na totalny brak czasu.

Dzisiaj wrzucam link do facebookowego filmiku pokazującego ćwiczenie z samym puklerzem. Ma ono poprawić motorykę i płynność użytkowania tego narzędzia. Chciałem coś podobnego opisać słownie, jednakże zrezygnowałem, gdy tekst zajął stronę A4 i niewiele z niego wynikało.
Filmik mówi wszystko!

https://www.facebook.com/video.php?v=372610156237515&fref=nf

Nie będę tutaj opisywał, bo wszystko widać jak na dłoni.

czwartek, 23 października 2014

Taktyka w projekcie Walka o Realizm



Jako iż sezon wyjazdowy został już niemalże zamknięty, czas podsumować umiejętności dotychczasowe oraz progres, jakiego dokonaliśmy przez ten czas. Albo zapomnieć rzeczy, które inni próbowali nam wpoić, a nie do końca są prawidłowe czy zgodne z naszą linią partii :)

W związku z tym, postanowiłem skorzystać z małej pomocy audiowizualnej, wobec czego wstawiam film w wykonaniu Rolanda Warzechy, który bardzo dobrze porządkuje wiedzę u bardziej zaawansowanych i uczy nowych rzeczy u początkujących. Polecam!




Rzeczy o których mowa, wydają się podstawowe i wręcz powinny u każdej osoby zajmującej się swordplayem być wiedzą obligatoryjną.

Pozdrawiam i zapraszam do trenowania :)

środa, 22 października 2014

Recenzja rekonstrukcji miecza z grobu nr 558 w Cedynii od Mieczesredniowieczne.pl

A więc, zacznijmy od samego producenta. Przyznam, ze zaryzykowałem, ponieważ zdecydowałem sie na zamówienie miecza po obejrzeniu samej strony i jednej pochlebnej opinii. No pain-no gain, jak to mawiają starzy szkoci.



Muszę przyznać ze Maciej Kopciuch, autor mojego miecza, jest pierwszym producentem w reko, z którym jest tak dobry kontakt, rownież poza handlowy. Jest to człowiek pełen pasji i poświęcenia temu, co robi. Jego dbałość o detale i uważność przy tworzeniu replik jest godna podziwu - tyle jeśli chodzi o osobiste obserwacje i wazelinę :)

Jeśli chodzi o sam miecz, zacznę od głowicy, przejdę przez wszystkie elementy miecza i ich charakterystykę i zakończę ostateczną oceną w 10cio stopniowej skali.

Głowica. Jest to chyba jedyny nie do końca wymiarowy i zgodny z oryginałem element rekonstrukcji, ze względu na kiepsko zachowany kształt oryginału. Jest rownież trochę grubsza, co zaproponował mi producent. O ile dobrze pamiętam, chodziło o zejście z wyważeniem poniżej 20cm. Mam dosyć delikatne nadgarstki (i tak mocno nadwyrężone przez 5 lat pseudohistorycznej pseudowalki), wiec żeby je oszczedzić - zgodzilem sie.

Wymiary: szerokość 60,85mm, wysokość 38,00mm, grubość 38,15mm

Jelec. Gdy tylko go zobaczyłem, pomyślałem sobie: "K%&!a, Dlugi." I tak jest, zgodnie z oryginałem. Jednak poziom jego dopasowania do ostrza - młotkiem(!) jest dużo lepszy niz u innych producentów, gdzie jest dopasowywany maszynowo, poprzez zbieranie naddatku materiału. W sumie, właśnie siedzę z mieczem w reku i wgapiam sie w jelec (i inne elementy), szukając czegokolwiek do czego mógłbym sie przyczepić. No nie ma. Zresztą, popatrzcie.




Now the fun part. Ostrze.
-Szerokość - 52,85mm (przy jelcu), 42,55 mm (mniej więcej w połowie ostrza), 29,15mm (tuż przed sztychem)
-Grubość - 4,30mm (przy jelcu), 4,0mm (w tym samym miejscu co wyżej), 3,55mm (to samo miejsce co wyżej)
-Dlugość (samo ostrze) 850mm, calkowita: 980mm

Głownia sama w sobie jest piękna. Pełne zbrocze nie jest idealnie proste, ale nie widzialem znaleziska które byłoby jak spod CNC'ka. Głownia jest sztywna, niechętnie wpada w wibracje boczne, bardzo szybko je wytraca. Jest to ciekawa cecha, ktorej wczesniej nie spotkałem. Kazdy miecz jaki miałem posiadał tendencję do wibrowania bardzo długo i bardzo łatwego wchodzenia w drgania. Zawsze podświadomie wydawało mi się to nieprawidłowe, jak wiele rzeczy we współczesnych mieczach innych producentów.





Ogólna charakterystyka po kilku testowych figurach.
Rzeźnik. Broń sama wchodzi w prawidłową trajektorię i jedynie moja odzwyczajona już ręka wpływa na jej ruch negatywnie. Bez przyłożenia dodatkowej siły, energia oddawana w części okołosztychowej jest porażajaca. Po przyłożeniu siły, podejrzewam ze ostra wersja będzie w stanie przeciąć półtuszę na raz i niespecjalnie zauważyć jakiś opór.

Do czego miecz się więc nadaje? Do rekonstrukcji walki. Prawidłowych technik, walki na sztychy itp.
Można z powodzeniem stosować chwyt młotkowy, swoją drogą rękojeść jest idealnie dopasowana do mojej dłoni. Gołej, oczywiście. Można rownież stosować chwyt z przełożeniem palca przez jelec, miecz niesamowicie zyskuje, jesli chodzi o kontrolę sztychu. Również chwyt z przełożeniem małego palca przez głowicę można wykonywać, jednak wymaga to nieco wprawy - głownia w tym układzie bardzo ciągnie w dół, jednak podejrzewam ze zasięg i siła uderzenia są jeszcze bardziej porażające.

Do czego miecz się nie nadaje? Chwyt długi jest niewykonalny przez a) kształt głowicy b) dźwignię. Może wygodniej będzie po oprawieniu, jednak na razie nie jest. Nie uważam tego za wadę, osobiście chwyt długi kojarzy mi się z XV-wiecznymi szpileczkami.
Również do walki sportowej (i chwała mu za to) miecz się kompletnie nie nadaje. Nawet legendarne nadgarstki chaosu Szateckich nie dadzą rady. Wyważenie 18cm od jelca mówi swoje :)

Nie wiem czy owa recenzja jest obiektywna, czy subiektywna pod wpływem świetnej repliki jaką otrzymałem. Starałem się być obiektywny i wziąć pod uwagę moje paroletnie doświadczenie w szermierce dawnej. Fakt, trochę zardzewiałem przez ostatnie lata, ale mam nadzieję to wkrótce nadrobić. Anyway, ostateczna ocena miecza to 9/10.

Dlaczego 9? W paru sytuacjach ze względu na brak miejsca w mieszkaniu musiałem wyjść z pewnych założeń, ciosy wyprowadzać powoli i z uwagą. Ostateczna ocena będzie musiała poczekać do testów, ten jeden punkt zostawiłem sobie na zapas. Dużo chętniej dodam mieczowi punkt, niż go potem odejmę :)

Pozdrawiam i dziekuję za uwagę.

PS. Na koniec zdjęcie z kotem dla skali :)
















Zdjęcia dzieki uprzejmości Maciej Kopciuch http://www.mieczesredniowieczne.pl

niedziela, 18 maja 2014

Ilkka Hartikainen - mistrz miecza

Ulubiony cytat na dziś: "A swordsman should not be afraid to pick up, use and face sharp steel. A sharp sword resonates in the mind on a more primal level than a blunt ever can. I believe we are born with a fear and respect for sharp objects, they are like fire. "Po więcej zapraszam na jego stronę: http://marozzo.com/2014/05/18/training-with-minimal-gear/

Ten konkretny wpis bardzo mocno osadza się w idei projektu "Walka o Realizm".

środa, 7 maja 2014

"Walka o Realizm" - zasady 1.0

W ramach kontynuacji, postanowiłem wrzucić wstępne zasady, na których będzie się opierać cały system i projekt zarazem. Wszelkie uwagi proszę zgłaszać w komentarzach. 

1. Walka toczy się do pierwszego trafienia. Nie istotne jest, z jakim rodzajem trafienia mamy do czynienia: czy jest to sztych, czy cięcie czy uderzenie. O ile cios wyprowadzony został czysto, to znaczy kierunek prowadzenia broni nie został zmieniony lub przyhamowany przez parowanie czy jakiekolwiek inne zagranie przeciwnika, stosujemy zasadę: dostajesz - umierasz.
a)W przypadku "ciosu sparowanego", który jednak przebił się i trafił z minimalną siłą, następuje rana - w nogi i ręce - lekka, w tors i głowę ciężka.
-rana lekka - uczestnik musi wycofać się z szyku na chwilę aby "ochłonąć", czas ochłonięcia: 8-15sekund*.
-rana ciężka - ogłuszenie - trwa 16-25 sekund*.

2. Ciosy należy wyprowadzać z dużą szybkością, jednak tuż przed uderzeniem luzować nadgarstek i rozpocząć intensywne hamowanie - w ten sposób, aby trochę mocniej "szturchnąć" przeciwnika stalą.

3. Dźwignie, podcięcia i kopnięcia
   a)dźwignie - można zakładać dźwignię bronią drzewcową, o ile część przylegająca podczas zakładania dźwigni do ciała jest drzewcem i nie posiada elementów metalowych. Również tyczy się to tarcz. Dźwigni nie wolno zakładać na krocze i pachy
   b)podcięcia - tylko na nogi, tylko drzewcem bez okuć.
   c)Kopnięcia - wykonujemy je głównie na tarczę i nogi, zakaz kopania w klatkę piersiową.
4. Zakaz uderzania rantem, umbem czy płaską częścią tarczy, można jednak wykonywać sklinowania i pchnięcia - wszystko z ograniczoną siłą.

Reszta dopracowana zostanie po drodze, zasady te nie są wersją ostateczną. Zapewne będą ewoluować i zmieniać się w trybie dynamicznym, aż osiągną ostateczną formę.

*Po czasowym wycofaniu się z "kotła", uczestnik nadal może zostać "uśmiercony". Czas nie będzie liczony przez żadnych arbitrów, pozostawiam to w gestii uczciwości uczestnika potyczki.

wtorek, 6 maja 2014

Wstęp do projektu "Walka o realizm"



Niedawno, na facebookowej grupie handlowej dla odtwórców wywiązała się spora i ciekawa dyskusja (na odpowiednio wysokim, na szczęście, poziomie) dotycząca dysonansu między dzisiejszym sportem polegającym na okładaniu się mieczami po zbrojach i tarczach a technikami walk średniowiecznych.

Od dawna, jeszcze w czasach mojej "młodzieńczej" przygody z rekonstrukcją, miałem poważny, osobisty dylemat dotyczący dzisiejszych walk. Z jednej strony bowiem mamy walki turniejowe i bohurtowe, zakładające zastrzyk adrenaliny u uczestników i wyłonienie zwycięzcy, "najlepszego". Z drugiej zaś "walki rycerskie", teatrzyki dla dziatwy i wszelkiego pospólstwa podczas festynów i dni buraka, które z walką w ogóle mają tyle wspólnego, co Filip Piękny ze Star Trekiem. I, tak na dobrą sprawę, nic poza tym.

Zastanawiałem się nad ich urealnieniem i zmaksymalizowaniem odwzorowania średniowiecznej bitwy czy pojedynku, przy użyciu minimum opancerzenia w celu udowodnienia, że można walczyć zgodnie z naszymi wiadomościami na temat walk w średniowieczu. A przede wszystkim, można robić to zupełnie bezpiecznie.

Główne założenia projektu:
-Pierwszym i podstawowym założeniem projektu jest wyszkolenie uczestników na poziomie umożliwiającym rekonstrukcję średniowiecznych walk, włącznie z technikami sztychowymi i dźwigniami.
-Planowana jest seria warsztatów na temat technik oryginalnych technik "szermierczych" połączonych z serią treningów.
-Projekt będzie opierał się o walkę bez lub z minimum opancerzenia.
-Treningi będą dotyczyły walk indywidualnych i drużynowych, jednak PRZEDE WSZYSTKIM, służyły poszerzaniu wiedzy na temat odległych czasów naszych przodków.
-Projekt NIE ma zamion sportu czy nawet rywalizacji. Naszym celem nadrzędnym jest pogłębianie wiedzy, a nie wyłonienie najlepszego spośród nas.

Projekt jest integralną częścią projektu "Słowianie XII", jednak nie trzeba brać udziału w "Słowianach..." aby wziąć udział w "Walce...", chociaż osobiście bardzo do tego zachęcam.

Wszystkich chętnych do udziału w projekcie zapraszam na maila - m.dolina@valleyts.eu


Na początek, objaśnienie podstawowych błędnych założeń przy walce tarczą z pojedynczym imaczem.



Suknia Spodnia



... inaczej Cotte. Występuje w całej BM. Wychodzi na to, że jest to element stroju tak podstawowy, jak bielizna.

Wykonałem swoją replikę na podstawie tuniki z Bocksten, skorzystałem jednak z nieco cieńszej wełny. Powód wykorzystania tego jako źródło do rekonstrukcji jest prosty:
1. Krój się nie zmienia praktycznie aż do XIII wieku
2. Zgodnie z moimi studiami nad cechami słowiańskimi w stroju, doszedłem do wniosku, że tunika z bocksten równie dobrze może być cotte słowiańskim - zwężane w nadgarstku rękawy to wyznacznik kulturowy Słowian.
Oryginał tuniki z Bocksten:


Moja rekonstrukcja. Posiadałem 2mb materiału i jeszcze trochę zostało. Szycie ręczne dratwą lnianą.



Wkrótce: Pas i wyposażenie obozowe.



niedziela, 4 maja 2014

Herjolfsnes no.79 - rekonstrukcja

Krótko i na temat.
Oryginał:



Warto zwrócić uwagę na wymiary oryginału. Zgodnie z podziałką pod rysunkiem (dolny obrazek), wykonałem pierwszą replikę. Próba nałożenia jej na głowę jednakowoż zdała się na nic. Albo jest to błąd podziałki, albo właściciel był wyjątkowym kurduplem. Chyba, że to znalezisko dziecięce, jednak nic mi o tym nie wiadomo.

Podobne kaptury występują też w biblii maciejowskiego:







Rekonstrukcja szyta ręcznie:

i detal szwów. To, że nie są idealnie równe i drobne, jest poniekąd zamierzeniem celowym:




Już wkrótce:
Cotte i pas!


sobota, 3 maja 2014

Postać, czyli ja - "Słowianie XII"


Długo się, przyznaję, nad tym zastanawiałem. Chciałem zrobić coś, co nie jest popularne w szerokim gronie odtwórców, co jest rzadkie a jednocześnie ciekawe z punktu widzenia geopolitycznego i historycznego. Postanowiłem więc zwrócić się ku swoim słowiańskim korzeniom, i oto jestem, w tym miejscu, dzisiaj. W tym blogu postaram się przybliżyć szerszemu gronu odbiorców poszczególne elementy stroju, którego kompletowanie już zacząłem. Datowanie: 1150, standardowe odchylenia z oporządzeniem max 30 lat wstecz i max 10 lat do przodu, tereny Pomorza Gdańskiego, tarczownik w służbie (nie bezpośredniej; do uzupełnienia detali w przyszłości) Jego Książęcej Mości Sobiesława I Gdańskiego, pochodzący z niewielkiej, nadwiślańskiej osady Trsow niedaleko Gdańska. Człowiek niezamożny, ale silny i wprawiony wojownik. Zdeklarowany Poganin (Pomorze zchrystianizowane zostało oficjalnie dopiero w 1186r.)

Założyłem, że osoba obciążona tarczą, włócznią, hełmem i tobołkiem z bagażami jest w stanie przejść w ciągu tygodnia 200-250km (biorę pod uwagę również charakterystyczny, lesisty, trudny teren). Jest to wartość czysto hipotetyczna i zapewne w przyszłości zostanie przeze mnie sprawdzona organoleptycznie. Podaję ją dlatego, że poszukuję znalezisk archeologicznych na mój okres nie dalej niż w promieniu nie dalszym niż dwóch-trzech tygodni marszu - co jest, moim zdaniem, jak najbardziej osiągalne dla ludzi z tamtego okresu.

Na podstawie tych założeń i braku znalezisk archeologicznych dotyczących poszczególnych elementów uzbrojenia i stroju na moich terenach, musiałem szukać dalej, na Pomorzu Zachodnim, w Cedynii i częściowo za morzem, na północy. Są to tereny stosunkowo bliskie kulturowo, ale to tak naprawdę dopiero początek moich dociekań na temat jak to naprawdę wyglądało - a raczej jak mogło wyglądać, bo precyzyjnie prawdopodobnie ustalić się tego nie da. W następnych postach ukażą się szczegółowe zdjęcia rekonstrukcji, które już wykonałem, poniżej lista przedmiotów, część przygotowanych, część w przygotowaniu.

-Koszula, gacie - gotowe
-Nogawice z Hedeby - gotowe
-Podwiązki, krajkowe - w przygotowaniu
-Buty - odpowiedni wzór w trakcie poszukiwania
-Cotte do kolan - gotowe
-Pas 150cm x 3cm, żelazna klamra z Wrocławia, okucie żelazne - gotowy
-Kaptur herjolfsnes no79 - gotowy
-płaszcz z prostokąta -  w przygotowaniu
-kaletka, sakiewka - wzory w trakcie poszukiwania
-nóż użytkowy - j.w.
-krzesiwo proste, bez kabłąka - w przygotowaniu
-Topór z Dymina
-rękawiczki i skarpetki naalbindingowe - wzór i rodzaj ściegu w trakcie poszukiwania
-Migdał ze Szczecina - w przygotowaniu
-Hełm normański, typowy dla epoki z osobnym kapturem kolczym i pikowanym - w przygotowaniu
-Przeszywanica długa, typowa dla epoki, pikowana pionowo - w przygotowaniu
-Włócznia, grot z Teterow lub Nehringen - nie zdecydowałem który będzie pasować bardziej.

Pozostało jeszcze trochę rzeczy do doprecyzowania, trochę do zmiany, o części ekwipunku pewnie w tej liście zupełnie zapomniałem, ale będę temat nadrabiał stopniowo podczas wypraw, wedle potrzeb osobistych.









Tworzenie postaci.

Cóż, zabrzmiało "mrocznie" i "klimatycznie", ale właśnie tak ma być.

Zarówno w grze rpg, crpg, tak i w rekonstrukcji wymyślenie pewnych ram dla swojego przyszłego działania należy moim zdaniem wytyczyć na początku i tylko w owych się poruszać.

Większość ludzi robi podstawowy błąd na starcie w "bractwach rycerskich". Chcą wszystkiego. Naramienników takich, nóg płytowych śmakich, kirysów owakich. "Pal sześć strój, ja chcę się bić!" - od tego zaczyna większość. Oczywiście, są wyjątki, ale... do meritum.

Ze smutkiem stwierdzam, że zdecydowana większość osób zaczynających w rekonstrukcji zaczyna od określenia sobie jedynie ram czasowych (np. okres okołogrunwaldzki czy "no, ja robie XIII bo lubie templariuszy"). I ten błąd po latach lubi się mścić. Been there, done that, if you know what I mean. Właśnie dlatego jak patrzę na niektórych rekonstruktorów, to dostaję białej gorączki.

Anyway, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W poprzednim poście pisałem o tym, iż odszedłem czasowo z rekonstrukcji. Ten krok pozwolił mi na całość "ruchu rycerskiego" spojrzeć z dystansu. Zobaczyć śmieszność większości środowisk i poszukać własnej drogi. Już rok po zerwaniu z tym światem wiedziałem, że jeśli do tego wrócę, to na moich zasadach:

1. Żadnych bractw, grup formalnych, stowarzyszeń. Stwarza to niepotrzebne problemy i zmusza do kompromisów.
2. Żadnych kompromisów. Robię tak, jak ja chcę, żeby było, bo robię dla siebie.
3. Ultraśność jest w porządku - im lepsza rekonstrukcja, tym jestem szczęśliwszy.
4. "pięć razy żet": Żadnych Bohurtów, Żadnych Turniejów, Żadnych Pokazów, Żadnych Turystów, Żadnego Bogactwa.

Określenie samych ram czasowych w tworzonej rekonstrukcji nadaje często wrażenie, iż to, co dana osoba kompletuje jest dość eklektyczne. Nic do siebie nie pasuje. Nie wspominam o "luźnych interpretacjach" niektórych elementów stroju czy opancerzenia, bo to już jest samo w sobie kuriozalne.
Biorąc pod uwagę ten sam rok, na przykład okres IV krucjaty, krzyżowiec będzie wyglądał w określony sposób, co będzie prawdopodobnie zupełnie inne niż osoba, która w tym okresie służyła w poczcie rycerskim na terenach Mazowsza, a inaczej strażnik na murach we Francji, mimo że ich status majątkowy może być podobny. Niby logiczne, a jednak wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy.

No, ale dość narzekania, czas na rzeczy pozytywne. Każdy, kto grał kiedyś w RPG, czy to "papierowe", czy komputerowe wie, o czym będzie mowa. Otóż, tworzenie postaci do rekonstrukcji przebiega podobnie. Wybierasz płeć, zamożność, rasę, kolor skóry, charakter, poglądy polityczne, wyznanie, umiejętności,
A więc, jeśli chcesz stworzyć wiarygodną postać, jeszcze zanim wbijesz w materiał pierwszą igłę czy rozgrzejesz metal w palenisku, czeka Cię sporo szukania, wertowania, czytania.

Wybór płci z przyczyn oczywistych pominę.

0. Okres historyczny, położenie geograficzne - punkt zero. Od tego zaczynamy. Zawsze. Osobiście preferuję wybór precyzyjny, np. datę wielkiej bitwy. Z marginesem 20-40 lat wstecz i maksymalnie 10 lat w przód. Oczywiście, im późniejszym okresem się zajmujemy, tym mniejszy rozrzut marginesów (na przykład rekonstruktorzy US Army z II wojny światowej inaczej będą wyglądać w czasie D-Day, a inaczej w czasie Pearl Harbor. Zmienią się detale, model wyposażenia itp.)

1. Rasa, kolor skóry - a więc i pochodzenie. Osobiście preferuję rekonstrukcję lokalną, czyli bliską z aktualnym miejscem zamieszkania rekonstruktora. Określ z jakiego miasta pochodzisz, gdzie się wychowałeś, kim są/byli Twoi "rodzice". To już zawęża pole wyboru w następnych punktach - i do tego dążymy.

2. Zamożność - ustal sobie, na co stać Twoją postać. Jednakowoż, zaznaczam, ten punkt POWINIEN mieć odzwierciedlenie mniej-więcej w rzeczywistości. Jesteś dyrektorem banku, świetnym prawnikiem, osobą dobrze sytuowaną? Rekonstruuj stan rycerski, bo cię na to stać. A koszta będą. Gigantyczne.

3. Charakter - rzecz drugorzędna, i w zupełnie innym niż rpg'owi chaotyczni dobrzy niziołki-złodzieje, znaczeniu. Chodzi tu bardziej o sposób zachowania, co wynika głównie ze stanu materialnego postaci. Nie możesz być zbytnio zapijaczonym chamem z niewyparzoną gębą, chlać z parobkami i być jednocześnie rycerzem. Oczywiście, bez przesady, ale sposób gestykulacji, poruszania się, wysławiania i zachowania, znajomość etykiety dworskiej stanowi dopełnienie rekonstrukcji rycerza - przynajmniej w moim odczuciu.

4. Poglądy polityczne - jedna z ważniejszych i bardziej skomplikowanych (przez zawiłe prawo feudalne w średniowieczu, na przykład) rzeczy. Generalnie jeśli jestes lennikiem Kazimierza Mazowieckiego w 1226, to sympatyzujesz również z Zakonem Krzyżackim, żeby daleko nie szukać.

5. Wyznanie - rzecz oczywista. Chociaż, czy aby na pewno? Przykład: Będąc Słowianinem na Połabiu w czasach chrystianizacji, jesteś jednocześnie sceptyczny wobec chrystianizacji i tej dziwnej wiary w jednego, wszechmocnego Boga. To definiuje częściowo dodatki do stroju (jak i same elementy podstawowe stroju), które wykorzystasz w swojej rekonstrukcji. Będą one w tym wypadku bardziej konserwatywne, tradycyjne dla Twojej kultury.

6. Umiejętności, czyli czym zajmuje się Twoja postać? Czy sprawnie posługujesz się włócznią, a może jesteś dobry w szyciu strojów, czy kuciu żelaza? Warto to sprawdzić aby określić w rekonstrukcji zakres tego, co potrafisz, bo to również jest elementem opisującym twoją postać i dopełniającym rekonstrukcję. Definiuje to niejako profesję Twojej postaci, a więc ma znaczący wpływ na kompletowane elementy wyposażenia.
Możesz być kim chcesz, ale to nie znaczy, że musisz być rycerzem (a takie jest myślenie zdecydowanej większości). Takie myślenie prowadzi do kuriozum, gdzie np. w czasie bitwy grunwaldzkiej walczą ze sobą sami spieszeni rycerze (którzy potem idą się nachlać z kolegami i kładą się spać w swoich bawełnianych namiotach stożkowych).

Generalnie proszę nie traktować mojego wywodu jako prawdy objawionej. To tylko wskazówki i tak należy je odczytywać. Ja nimi podążam, bo zwyczajnie łatwiej mi jest w gąszczu znalezisk, opinii i informacji się odnaleźć.



Oto słowo pańskie...

Jakoś nigdy wcześniej nie uważałem, że blog jest mi potrzebny. De facto nadal nie jest. Nie wiem czemu, ale chyba będę tutaj zamieszczał postępy w pracach nad niedawno zaczętym projektem Słowianie XII. Chyba, że nie będę, bloga skasuję i zapomnimy o temacie.

Anyway, rekonstrukcją historyczną zajmowałem się lat 5, po czym zrobiłem sobie przerwę od tematu, jako iż byłem zmęczony i znudzony rzeczonym, brakiem większych emocji i niektórymi zacnymi osobistościami.

Myślałem, że zerwałem z rekonstrukcją na dobre. Niektórzy jednak mówili, że reko jest jak ciężkie dragi. Raz weźmiesz i na zawsze pozostaniesz ćpunem.

I szczerze - coś w tym jest. Dlatego teraz wracam. Wprowadzam też, przynajmniej w moim mniemaniu, zupełnie nową jakość i podejście do tematu. Moim zdaniem - dużo ciekawsze. Otóż, w następnych postach będę starał się prezentować odtworzone przeze mnie elementy kultury materialnej Słowian z terenów nadbałtyckich z okresu XII wieku. A konkretniej, będę starał się odtwarzać głównie znaleziska, rzeczy namacalne, które przetrwały do dziś, w mniejszym stopniu skupiając się na źródłach obrazkowych/pisanych, chyba że w celu potwierdzenia poprawności historycznej danego elementu dla mojej postaci.